| Serial: | Enterprise | | Tytuł: | The Aenar | |   | | Numer sezonu: | 4 | | Numer odcinka: | 14 | | Numer produkcyjny: | 090 | | Data premiery w USA: | 11-02-2005 | |   | | Reżyseria: | Mike Vejar | | Scenariusz: | Manny Coto | | Gościnnie występują: | Jeffrey Combs jako Shran | |   | | Ocena odcinka: | 7.8 | | Liczba oceniających: | 150 | | Oceń w skali 1 - 10: | |
|
|
OpisTajemniczy podgatunek Andorian okazuje się być kluczem do powstrzymania Romulan.
Recenzja Ostatni odcinek z serii trzech za nami. Podchodziłem do niego z nadzieją
zobaczenia nowego przymierza w akcji, pokazania Romulanom, że mają się czego
bać. I co z tego wyszło?
Do najciekawszych elementów odcinka niewątpliwie zaliczyć należy Aenar. Nie
przypominam sobie by kiedykolwiek wspomniano coś o telepatycznym podgatunku
Andorian w późniejszych Trekach no ale - tam z kolei nie było zbyt wielu
Andorian. Autorzy serialu wreszcie postanowili też ruszyć wątek Tripa i
T'Pol. Wybrali jedną z tych bardziej wnerwiających metod no ale - jak
wiadomo - każdy serial musi tą drogę przejść sam (chociaż wszystkie
docierają na końcu do tego samego wyniku).
I to w zasadzie wszystko jeśli chodzi o pozytywne strony odcinka. Z drugiej
strony barykady stanęło sporo buraków i jedno gigantyczne zniknięcie. Gdzie
się podziało wielkie przymierze Ludzi, Andorian i Telarytów?!? Ta śmigająca
flota ścigająca statki przeciwnika wyparowała zupełnie. Dodatkowo okazuje
się, że do przestrzeni Romulan to jest chyba zewsząd rzut beretem i nie
dalej.
Z ciekawszych momentów odcinka - porwany brat postanawia zniszczyć dwa
kontrolowane przez siebie statki - i co? Powoduje, że zaczynają się same
ganiać? Bezsens, najlepiej się rozpędzić i zderzyć na dużej prędkości albo
stanąć na przeciwko siebie i strzelić w reaktory wzajemnie. To samo Archer.
Obydwa statki stają w miejscu, Archer zamiast strzelać ile się da...
czeka...
Poza tym, nie podobało mi się, że kolejny wątek, który miał być czymś
wielkim (początki Federacji) zredukowano do bezmyślnej 15 minutowej
strzelaniny. Naiwny romulański generał nie pomógł odcinkowi w ogóle. "To
tylko drobny zgrzyt!" - w którym momencie zawiązanie przymierza pomiędzy
tymi których planowało się skłócić jest drobnym zgrzytem?!?
Strasznie na siłę również wprowadzono pewne elementy w odcinku. Rozumiem, że
do skutku potrzebna jest przyczyna ale podłączanie się T'Pol pod maszynkę do
teleobecności służyło chyba tylko po to, by Trip mógł na końcu stwierdzić,
że chce się przenieść na Columbię. No cóż - można i tak...
Podsumowując - 5/10 - odcinek niestety nie zachwycił. Owszem, dobrze się go
oglądało i nie było ochoty do przewijania, wreszcie coś tam ruszono pomiędzy
Tripem i T'Pol ale ocena jest głównie za to, że zapodziano potencjalnie
naprawdę dobre zakończenie i zastąpiono je po raz kolejny kilkunastoma
minutami strzelania. Podobnie było w przypadku wątku Volkańskiego oraz
dzieci dr Soonga jak i całej wojny temporalnej, Xindi i ogólnie wszystkich
dłuższych wątków w tym serialu. Gdzie te wszystkie ideały Trekowe się
zapodziały? Pokojowa eksploracja, poznawanie nowych gatunków? Nic - photonic
torpedoes - full spread!
KANE
|