Radość załogi Enterprise z możliwości zbadania nietypowej komety zakłócić może nieoczekiwane spotkanie z wolkańskim statkiem, który - jak się wydaje - od pewnego czasu podąża śladem Enteprise. A i sama kometa może sprawić nieprzyjemną niespodziankę...
Minirecenzja
Videorecenzja
Streszczenie
Akcja odcinka rozpoczyna się w mesie, gdzie Komandor Tucker wraz z doktorem Phloxem przeglądają prace dzieci, nadesłane Ziemi. Po chwili podchodzi do nich T'Pol - obaj starają się jej wyjaśnić, co właśnie robią, proponują też, by wybrała sobie rysunek do kajuty. Następnie słyszymy w głośnikach głos kapitana, zwracającego uwagę na kometę, którą można oglądać przez pokładowe okna.
Chwilę potem, Trip i Archer dyskutują na mostku o komecie i zastanawiają się, czy polecieć jej śladem. Kiedy orientują się, że jest to największa kometa odkryta przez Ziemian, decydują się na jej dogłębne zbadanie.
Akcja przenosi się z powrotem do mesy, gdzie późnym wieczorem Tucker znajduje chwilę czasu na zjedzenie posiłku - i przy okazji ma możliwość przeprowadzić krótką rozmowę z T'Pol, podczas której orientuje się, że z subkomandor coś jest nie tak.
Następnego dnia ma miejsce narada oficerów, na której decydują się wysłać na kometę Reeda z Mayweatherem, którzy mają za zadanie pobrać próbki jądra. Kiedy szczegóły akcji zostają ustalone, Hoshi zauważa wolkański statek, który pojawił się tuż przy Enterprise. Dochodzi do słownej konfrontacji Archera z Vanikiem - kapitanem wolkańskiej jednostki, z której wynika, iż Wolkani przylecieli tylko po to, żeby obserwować pracę Ziemian.
Akcja przenosi się do pokoju kapitana, gdzie wraz z Tuckerem dyskutuje on na temat nagłego spotkania z wolkańską jednostką. Wspominają kilka innych konfrontacji, a Archer wysnuwa nawet wniosek, że Wolkani szpiegują Enterprise.
W tym samym czasie, Reed i Mayweather zmierzają w stronę komety, rozmawiając na temat... śniegu. Zastanawiają się też, jak zaznaczyć swoją obecność w tak niezwykłym miejscu.
Tymczasem na Enterprise, Hoshi natrafia na zaszyfrowaną wiadomośź przesłaną z wolkańskiego statku do T'Pol, co zwraca uwagę Tripa, który postanawia udać się z problemem do Kapitana. Po chwili zastanowienia, postanawiają jak najszybciej rozszyfrować przekaz.
Chwilę później widzimy na mostku zdenerwowanego Archera, zabierającego się za nagrywanie wiadomości do dzieci, które nadesłały załodze listy i rysunki z Ziemi. Po krótkim wstępie, odpowiada na niektóre pytania i prosi poszczególnych członków załogi o wypowiedź. Najwięcej problemów z tym zadaniem ma Tucker, który nie bardzo wiedział jak ma odpowiedzieć na pytanie dotyczące odpadków - a ściślej mówiąc, problemu spuszczania wody. Phlox z właściwą sobie dokładnością odpowiedział na inne pytanie, więc po kilku chwilach Archer przerwał jego wypowiedź, gdyż była zdecydowanie za długa.
Podczas tego trudnego zajęcia, grupa wypadowa świetnie bawi się na komecie... lepiąc bałwana. Kiedy Archer zwraca im uwagę, że są pod stałą obserwacją Wolkan, zaprzestają tego zajęcia i zabierają się pracę.
Jakiś czas później w maszynowni, Hoshi przynosi Tuckerowi odszyfrowaną wiadomość do T'Pol. Trip czyta przekaz, uprzednio go przekładając z języka wolkańskiego. Chwilę później znajduje się u Archera ze skruszoną miną. Tłumaczy dowódcy, że był to bardzo osobisty list - widać Wolkani szyfrują wszystkie przekazy. Decyduje się powiedzieć o wszystkim subkomandor, która reaguje raczej nie po wolkańsku, ponieważ dość wyraźnie widać jej skrępowanie.
T'Pol zostaje wezwana przez kapitana, który oczekuje jej pomocy w przygotowaniu kolacji, na którą zostanie zaproszony kapitan wolkańskiego okrętu.
Zaraz potem, subkomandor udaje się do ambulatorium, gdzie doktor stara się wyleczyć jej bolący kark, jednocześnie sugerując, by porozmawiała z kimś o problemie, który najwyraźniej ją gryzie.
Tymczasem na powierzchni komety, Reed i Mayweather decydują się odpalić ładunki i tworzą mały krater, który umożliwia im pobranie próbek z wnętrza komety.
Akcja przenosi się do kapitańskiej mesy, gdzie w nieco napiętej atmosferze ma miejsce zapowiedziana kolacja. Archer stara się podtrzymać rozmowę, ale niestety jego ludzki charakter bierze górę i nie wytrzymuje zachowania Vanika, który wydaje się mało zainteresowany rozmową. Mimo usilnych starań Tripa, który skakał po wszystkich tematach, żeby tylko zainteresować gościa, Wolkan nie reagował. Po chwili Archer wysuwa zarzut szpiegostwa wobec kapitana wolkańskiej jednostki (wolkańskie statki kręcą się w pobliżu Enterprise od pewnego czasu), a potem nakazuje odprowadzić gościa do hangaru.
Następnie, Archer kontaktuje się z grupą wypadową i nakazuje im się pospieszyć ze względu na zmianę trajektorii lotu komety i promienie pobliskiego słońca, których wpływ na lodową powierzchnię może być groźny.
W tym czasie T'Pol decyduje się poprosić Tripa o radę. Zaprasza go do swojej kabiny wyjaśniając sytuację, związaną z przeczytanym przez komandora listem. Okazuje się, że subkomandor ma problemy... natury małżeńskiej, ponieważ musi wybrać pomiędzy dalszym pobytem na Enterprise, a małżeństwem z osobą wybraną już przez rodziców w jej dzieciństwie. Trip przypomina jej o wolności wyboru, co T'Pol konfrontuje z wolkańską tradycją, którą jej ziomkowie stawiają ponad wszystko. Po krótkiej i dość burzliwej wymianie zdań Trip wychodzi, przypominając, że T'Pol zmieniła się podczas pobytu na Enterprise i ma prawo decydowania o własnym losie, nawet jeżeli byłoby to niezgodne z wolkańskimi obyczajami.
Następnie Mayweather i Reed pakują się w kłopoty. Travis, wspinając się po kraterze ześlizguje się, skręcając nogę. Pokrywa lodowa na powierzchni komety zaczyna pękać pod wpływem promieni słonecznych, więc oficerowie są zmuszeni do szybkiej ewakuacji. Niestety, kiedy wraz z próbką jądra udaje im się dotrzeć do promu, okazuje się że nigdzie nie polecą - ze względu na zapadnięcie się lodu zostali uwięzieni pod powierzchnią komety. Kapitan Archer jak najszybciej decyduje się im pomóc. Podlatuje do komety i przy pomocy harpunów stara się wyciągnąć wahadłowiec swoich podwładnych. Niestety, urządzenia nie działają poprawnie. Vanik oferuje swoją pomoc, jednak Archer przyjmuje ją dopiero, gdy T'Pol przypomina mu o tym, że przyjęcie pomoc w takiej sytuacji nie jest żadną hańbą, a odrzucenie wolkańskiej oferty potwierdzi tylko wolkańską opinię o Ziemianach.
Wszystko kończy się szczęśliwie, a na samym finiszu odcinka, subkomandor prosi Archera o zgodę na wysłanie wiadomości na wolkański statek. Trip orientuje się, że T'Pol zdecydowała się zostać. Ostatnie ujęcie przedstawia jej kwaterę i kawałek ciasta, który ma symbolizować jej przemianę wywołaną przebywaniem z ludźmi.
Tekst: Katarzyna Bryja
Recenzja
Muszę przyznać, że ten odcinek wywołał we mnie wiele sprzecznych emocji, ale ogólnie rzecz biorąc... bardzo mi się podobał. To już kolejny odcinek traktujący w mniejszym lub większym stopniu o Wolkanach... I tutaj znowu poznaliśmy ich z innej strony. Ich, a raczej ich stosunek do ludzi.
Bardzo podobało mi się, iż scenarzyści nareszcie pokazali nam, że Wolkani to nie posągi, które nie wnoszą kompletnie nic i są pokazywane z najgorszej strony... Bo do tej pory Wolkani raczej nie byli w Enterprise pokazywani w dobrym świetle. Tutaj możemy dowiedzieć się czegoś więcej na temat ich zwyczajów i tradycji. Chociaż w pewnym momencie miałam wrażenie, że to tylko fantastyczna wersja „Skrzypka na dachu”, ponieważ problem T'Pol miał wiele wspólnego z problemem jednego z głównych bohaterów tego musicalu.
Wreszcie, odcinek ten pokazał, że T'Pol zmieniła się pod wpływem ludzi. Kilka ostatnich sekund odcinka pokazało, że nie pozostaje ona obojętna wobec załogi, natomiast konfrontacja Vanika z Archerem... Ona chyba pozostawia wiele do życzenia. Wolkani od samego początku są pokazani jako wielcy badacze, a tutaj nagle okazuje się, że eksploracja ich mało interesuje? Coś mi tutaj nie gra, ale może to tylko nieporozumienie.
Poza tym pobyt Reeda i Mayweathera na komecie nie był zbytnio przekonujący... Zbyt wiele wypadków jak na jedną misję, i choć pomysł był całkiem dobry, to realizacja raczej mierna. Jedyne, co mi się podobało w tym wątku, to bardzo ciekawy sposób zaznaczenia swojej obecności - bałwan :).
To jeden z pierwszych odcinków Enterprise, w którym mieliśmy okazję śledzić wiele wątków na raz; wątków, które nie były ze sobą związane. No i na reszcie... Realizatorzy zdecydowali się na przypomnienie, że Enterprise nie odleciał do Kwadrantu Delta, jak Voyager, a kontakt pomiędzy Ziemią i Enterprise nie wymaga geniuszu Reginalda Barclaya :). Listy od dzieci... To na pozór trywialny sposób przekazywania pewnych idei, ale jakże skuteczny. Bo te listy pokazały widzom, jak Ziemia reaguje na misję Enterprise... Pokazały to, co chcieliśmy wiedzieć - w bardzo ciekawy i niepospolity sposób.
Jest jeszcze jedno! W żadnym Treku, nikt nie wytworzył takiej atmosfery jak na Enterprise. Czasami wydaje mi się, że tam nie ma układów kapitan - załogant, tylko ojciec - syn :) - mam mieszane uczucia, co do tego faktu. Kiedy Archer zobaczył kometę, od razu powiadomił całą załogę, a dopiero potem wezwał oficerów na mostek. Może wynika to z tego, iż eksploracja jest dla nich bardziej ekscytująca niż w innych serialach, bo to dla nich coś nowego... A może rzeczywiście na Enterprise nie ma załogi tylko rodzina?
Jedno, co w tym odcinku bardzo we mnie uderzyła to postawa doktora Phloxa. Jego zachowanie na mostku podczas nagrywania wiadomości, stosunek innych osób z załogi do niego... Czy tylko ja odczuwam zjawisko powszechnie znane jako deja vu? Przecież równie dobrze mogliby tam postawić załogę z Voyagera plus AHM - nikt nie zauważyłby różnicy! Myślałam, że doktor Phlox wyrobi sobie swój własny charakter, bo ma ku temu wiele okazji... Ale moim zdaniem, jego problemem jest to, że za bardzo próbuje naśladować holodoktorka z Voyagera.
Podsumowując - odcinek był bardzo dobry i właściwie nie mam do niego większych zastrzeżeń. W skali od 1 do 10, oceniam go na 8.